Jakiś czas temu, pod wpływem reklam
beGlossy i
Shinyboxa postanowiłam zamówić sobie pierwsze pudełko niespodziankę :) Natalia zapytana o opinię stwierdziła, że się nie opłaca, bo niby nie wiadomo co się dostanie i czy to nie będzie tak, że pieniądze zostaną wyrzucone w błoto, ale kto by tam się przejmował taką kwotą (miałam jeszcze kody rabatowe). Dodatkowo, nie mogąc się zdecydować - zamówiłam oba :D
Stwierdziłam, że płakać nie będę, jak mi się nie spodobają i zaczęłam oczekiwać na magiczne niewiadome (no dobra, dla Glossy to oszukuję, bo wiedziałam co będzie w środku - zamówiłam zestaw specjalny, ale żadnego z produktów nie próbowałam jeszcze :)).
Właśnie... Fenomen wyżej wymienionych marek polega na tajemnicy pudełka z różną zawartością. Trochę taki kot w worku - albo się trafi coś fajnego albo dupa, można oddać koleżance ewentualnie. Wg opinii internetowych czasem zdarzają się gorsze pudełka, czasem lepsze - kwestia danego miesiąca. Mimo tej niepewności - Shiny i Glossy mają łącznie ponad 800tys. wiernych fanów na facebooku (na wszystkich kontach), a spora część kupujących posiada pakiet na 3 mies. lub nawet pół roku. Można powiedzieć, że to spory kawał rynku kosmetycznego. Dowodzi, że nie tylko lubimy dostawać prezenty od najbliższych, ale też sami je sobie sprawiać, nawet nie wiedząc o zawartości, co uważam za co najmniej interesujące :)
No dobra, koniec wywodów a czas rozpakować moje boxy, ponieważ oba przyszły równiutko DZISIAJ :) Ze względu na ten zbieg okoliczności pozwoliłam sobie porównać poniżej moje pierwsze wrażenia podczas oglądania pudełek.